Rozmowa z aktorem Sebastianem Stankiewiczem

Głogowianin na aktorskich salonach!

Nie jest pan rodowitym głogowianinem, ale to w Głogowie stawiał pan pierwsze aktorskie kroki...

To prawda. Urodziłem się w Bolesławcu, ale niemal zaraz po urodzeniu mama przywiozła mnie do babci, gdzie mieszkała cała nasza rodzina. I to tu przeżyłem całe swoje dzieciństwo i okres dorastania. Mieszkałem w bloku przy ulicy Obrońców Pokoju, a następnie przy ulicy Sikorskiego, która wówczas byłą jeszcze ulicą Świerczewskiego.

Kiedy poczuł pan, że ma talent aktorski?

Wszystko zaczęło się w szkole podstawowej nr 7. No i oczywiście na podwórku. Mieliśmy bardzo fajne, kolorowe podwórko, gdzie w jednym bloku mieszkało wielu rówieśników. Bardzo często się wygłupialiśmy, tańczyłem na przykład Shakina Stevensa. W „siódemce” miałem wspaniałą wychowawczynię panią Reginę Zawadzką, która zawsze podrzucała mi teksty na różne akademie i uroczystości szkolne. Uczyłem się ich, a później je po prostu mówiłem i zawsze robiło mi się miło, gdy widziałem, jak ludzie słuchają i uśmiechają się. Chociaż nie byłem pewien, czy to ze mnie się śmieją, czy z tego co mówię, ale było to bardzo przyjemne. Już wtedy można było wyczuć, że mam smykałkę do aktorstwa. Później były konkursy recytatorskie. Pamiętam zajęcia w Miejskim Ośrodku Kultury, które prowadzili Piotr Mosoń i Violetta Woźniak. Byłem w grupie u pani Violetty i brałem udział w swoich pierwszych przedstawieniach.

Kiedy zdecydował pan jaką drogę wybrać w swoim życiu?

Gdy chodziłem do liceum, będąc jeszcze podopiecznym pani Violetty, nastał czas wyborów. Rodzina oczywiście chciała, bym został lekarzem lub prawnikiem. Tylko mama zawsze mówiła, abym robił co uważam za słuszne, zawsze mnie wspomagała i wspierała w moich wyborach. Zacząłem jeździć na egzaminy do szkół teatralnych. Udało mi się dostać i ukończyć wydział lalkarski w Szkole Teatralnej we Wrocławiu. Następnie wyjechałem do Warszawy z przyjacielem Danielem Wielebą i tak w stolicy jestem już od 15 lat. Jeszcze za czasów wrocławskich zagrałem niewielką rólkę w serialu „Życie jak poker”. Sporo grałem też w teledyskach. Były reklamy i coraz więcej epizodów w serialach. Jednak dopiero w Warszawie moja kariera zawodowa nabrała rozpędu. I tak od kręcenia teledysków, poprzez prowadzenie imprez, udział w kabarecie, po coraz częstszą grę w serialach i filmach.

Czyli można powiedzieć, że wskoczył pan na tę aktorską karuzelę...

No, troszkę można (śmiech). Takim uhonorowaniem była dla mnie nagroda dla najlepszego aktora drugoplanowego na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za film „Pan T.” w reżyserii Marcina Krzyształowicza. Dołączyłem do grona laureatów, w którym znajdują się tacy aktorzy, jak: Henryk Bista, Janusz Gajos czy Dawid Ogrodnik. Właśnie wróciłem z prestiżowego festiwalu filmowego EnergaCamerimage, gdzie nasz film dostał nagrodę w konkursie filmów polskich. Operator „Pana T.” Adam Bajerski odbierał nagrodę tuż przed Robertem Richardsonem i Quentinem Tarantino. To był niesamowity wieczór, z którego wróciłem niezmiernie szczęśliwy.

Wracając jeszcze do początków grania, widział się pan w roli aktora komediowego, dramatycznego?

Na początku trudno jest wiedzieć takie rzeczy. Korzysta się z tego czym człowiek został obdarzony, warunkami czy energią i gra się przeważnie siebie. Lubiłem chodzić do kina Jubilat. Od dziecka oglądałem bardzo dużo komedii i siłą rzeczy łatwiej przychodziły mi role komediowe. Oczywiście zawsze miałem i mam chęć grania ról dramatycznych czy tragikomicznych.

Jakie ma pan teraz filmowe marzenia?

Marzy mi się zagrać u hiszpańskiego reżysera Alejando Gonzalesa Inarritu. To bardzo dalekosiężne, ale chciałbym grać role niejednoznaczne, ludzi ze skazą. Niebawem na ekrany wejdzie film „Furioza”, mówiący o środowisku kibicowskim. Chodzi o to, aby poruszać się w gatunkowo różnym kinie, grać u różnych ciekawych reżyserów, którzy potrafią zaprosić cię do swojej wyobraźni i swojego ciekawego filmowego świata. Chciałbym również popracować ze Smarzowskim czy Pasikowskim.

Aktualnie w Głogowie ma miejsce wielkie wydarzenie, jakim jest otwarcie Teatru Andreasa Gryphiusa. Chciałby pan wystąpić na jego deskach?

Wiem o tym i czuję wielką radość. Będąc dzieckiem chodziłem po zgliszczach rynku, gdzie nie było jeszcze ratusza i patrzyłem na ruiny teatru. Naprawdę wierzyłem, że będzie odbudowany i być może kiedyś uda mi się w nim zagrać. Nawet w myślach wizualizowałem sobie, jak teatr mógłby wyglądać. Gdy teraz obserwuję jego odbudowę, to mam wielki szacunek dla włodarzy miasta.

Wybiera się pan z grupą teatralną do Głogowa?

Gram w dwóch objazdowych spektaklach: „Weekend z R.” i „Pomoc domowa”. Ludzie świetnie się bawią przy tych komediach i chętnie zagrałbym jedną z nich na deskach głogowskiego teatru. Byłoby to spełnienie kolejnego marzenia.

Często odwiedza pan nasze miasto?

Ostatnio nie za często ze względu na nadmiar obowiązków. Akurat nadchodzące święta spędzamy z mamą poza domem, więc tym razem mnie nie będzie. Ale zapraszam wszystkich do kina - 25 grudnia wchodzi nasz film „Pan T.”

Zna pan głogowskie obiekty turystyczne, m.in. wieżę ratuszową, blok koszarowy czy sukiennice?

Wychowałem się w tym mieście, więc nie raz biegałem z kolegami w okolicach zamku, kolegiaty, starego rynku czy fosy. Cieszę się, że ratusz został odbudowany, a teraz jeszcze teatr. W ratuszu byłem tylko raz załatwiając jakąś sprawę urzędową, ale na wieży jeszcze nie byłem. Dlatego jest okazja, żeby przyjechać do Głogowa i pozwiedzać wszystko z sentymentem wspominając dawne lata.

Czyli możemy się umówić na zwiedzanie miasta podczas najbliższej wizyty?

Oczywiście. Jak wpadnę w odwiedziny, to zrobimy sobie gruntowny obchód po Głogowie. Zresztą, jak przyjeżdżam do miasta, to często odwiedzam miejsca, które pamiętam z dzieciństwa. Zajrzę do szkoły, przejdę się w okolice kościoła Bożego Ciała. Są to miejsca, które miło wspominam. Kilka lat temu z Wojtkiem Garwolińskim nakręciliśmy wideoklip. Zadzwonił i zapytał „Stanki, czy nie zagrałbyś w moim teledysku?” (G.Wolf - „Mistrzowski plan”). Zgodziłem się i zaproponowałem, by robić ujęcia w miejscach dla mnie ważnych. Bardzo dobrze się wówczas poczułem wracając na „stare śmieci”, bo zawsze robi mi się gorąco w sercu, gdy odwiedzam swoje rodzinne miasto.

Dziękuję za rozmowę.

Sebastian Stankiewicz, ur w 1978 r. w Bolesławcu, współpracuje m.in. z Teatrem Dramatycznym w Warszawie, Teatrem Capitol we Wrocławiu i Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu, grał i gra w serialach m.in. „Pierwsza miłość”, „Świat według kiepskich”, „Kryminalni”, „Odwróceni”, „Ojciec Mateusz” oraz filmach „Popiełuszko, wolność jest w nas”, „Listy do M”, „O mnie się nie martw”. Nagroda za rolę drugoplanową w filmie „Pan T” na festiwalu w Gdyni 2019.

FOTO: Archiwum S. Stankiewicza, blizejgwiazd.blogspot.com, filmweb.pl

usemap

Dostosowanie strony internetowej Urzędu Miasta Głogów do potrzeb osób niepełnosprawnych realizowane w ramach projektu dofinansowanego ze środków Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Polityka prywatności