Ku pamięci, ku przestrodze - wspomnienie tragedii w fosie miejskiej

37 lat temu...

Jedną z atrakcji turystycznych Głogowa są podziemia będące spuścizną burzliwej, naznaczonej wieloma wojnami historii miasta. Wiele z nich jest zasypanych i niedostępnych, jednak część otwarta jest dla zwiedzających na co dzień. Do niektórych, jak np. do podziemi kościoła Bożego Ciała, czy tzw. tunelu kontrminowego w fosie miejskiej można wejść przy okazji cyklicznych imprez turystycznych.
 
Tunele kontrminowe były jednym z elementów obronnych twierdzy. Całkowita długość tych ślepych korytarzy wraz z odnogami wynosiła ok 500 m. Na końcach rozgałęzień znajdowały się tzw. piece, czyli miejsca, w których zakładano ładunki wybuchowe. W razie dokonywania podkopu przez nieprzyjaciela były wysadzane. To właśnie w takim tunelu, jedynym dostępnym z kilkunastu, które powstały w XVIII w., 37 lat temu doszło do nieszczęśliwego wypadku.
 
Zdarzenie zostało opisane m.in. w „Sztandarze Młodych”, a stronę z gazety wydanej pod koniec 1984 r. zachował do dziś jeden z uczestników tamtych wydarzeń – Pan Jan Krzemiński (75 l.), emerytowany policjant.
 
Wszystko zaczęło się 7 grudnia 1984 r. ok godziny 9:00. Jak zeznał dzień później 11-letni Wojciech, uczeń klasy 5 D, Szkoły Podstawowej nr 9 w Głogowie:
„…wraz z kolegami z mojej klasy, Piotrem i Markiem udaliśmy się do fosy (…). Chodzili tam wcześniej z innymi kolegami. Ja nigdy z nimi nie wchodziłem. Zawsze czekałem na zewnątrz lub wchodziłem tylko troszeczkę. (…) Piotrek miał ze sobą dużą latarkę, Marek dwie mniejsze latarki i młotek (…) powiedzieli, że będą zwiedzać i poszerzać przejście. Pierwszy wszedł Piotrek, za nim ja z Markiem, bo on bał się iść ostatni. Był z nami pies Miś – przybłęda podwórkowy. Doszliśmy do bardzo niskiego przejścia w tunelu, gdzie trzeba się przeczołgać. Dalej znów szliśmy normalnie, aż do dziury znajdującej się w drugim rozgałęzieniu tunelu głównego ok. 160 m od wejścia. (…) Piotr kopał młotkiem piasek, a Marek odgarniał go rękami. Gdy już trochę wykopali, to obydwaj weszli do tej wnęki (…). Zajrzałem jedynie z ciekawości. To była mała dziura, tylko dla nich dwóch. Kopali dalej. Po pewnym czasie powiedziałem, żebyśmy przestali kopać i wyszli na zewnątrz. Nie słuchali mnie. A Piotrek powiedział, że musi to zrobić abym i ja zobaczył. Wykopali dla mnie wejście, lecz ja się uparłem żeby nie wchodzić (…). Zaczęli poszerzać dziurę bijąc młotkiem w mur. W pewnym momencie osunął się piasek i usłyszałem tylko jak Piotrek krzyknął: Ma! Chyba chciał powiedzieć Marek, lecz już nie zdążył. Piasek obsunął się całkowicie i już ich nie widziałem. Zacząłem wołać i kopać w piasku, ale on osypywał się dalej. Rozpłakałem się. Zostałem tylko z psem i miałem ze sobą latarkę. Pociągnąłem ze sobą psa na pasku i ile tylko miałem sił, udałem się prosto do Straży Pożarnej, gdzie powiedziałem o całym zdarzeniu…”
 
Pierwsi na miejscu zdarzenia byli strażacy, do nich dołączył pan Jan wraz z kolegą z RUSW, Romanem Główczyńskim, który tak opisywał te wydarzenia:
„Trudno się było do nich dostać. Strażacy kuli mur toporkami. Bo widzieliśmy chłopaków, ale nie można ich było wyciągnąć. Dziura była malutka. Oni się wcisnęli, bo byli drobni. Ja jestem z zawodu górnikiem. Widziałem, że strażacy robili to ryzykownie, bez żadnego ubezpieczenia, byle szybciej. Kiedy dokopaliśmy się do nich, poprosiliśmy lekarza, żeby sprawdził, czy dają oznaki życia. Ale on stwierdził, że to jest zgon.”
 
Młodszy chorąży pożarnictwa Tadeusz Sadowski relacjonował:
„Tunel miał wymiary mniej więcej 1,40 m na 1,20 m. Nie można było użyć żadnego sprzętu. W przodzie mogło pracować tylko dwóch ludzi obok siebie. Zmienialiśmy się często. W półtorej godziny odrzuciliśmy dobre 20 ton tego piachu. A on się ciągle z góry sypał. (…) Ten pierwszy siedział tak dziwnie na murku. Zrobił jakby siad płotkarski. Jedną nogę miał opuszczoną. Chcieliśmy jak górnicy wbijać deski nad jego głową. Dobrze, że tego nie zrobiliśmy, bo akurat trafiłoby w pierś drugiego, który stał obok. (…). Jeszcze byli ciepli. Ciało nie zdążyło ostygnąć.”
 
Wiadomo, że na przestrzeni lat poprzedzających feralne wydarzenia wlot do tunelu bywał kilkukrotnie zamurowywany i rozbijany. Okazało się, że wiele razy dzieci wchodziły tam już wcześniej. Niestety, musiało dojść do tragedii, żeby odpowiednie służby zajęły się tym problemem i porządnie zabezpieczyły wejście do tunelu. W latach 90’ za sprawą działań prezesa Towarzystwa Miłośników Ziemi Głogowskiej (poprzednika TZG) Jerzego Sadowskiego tunel kontrminowy został przystosowany dla zwiedzających. Wejście zabezpieczono solidnymi drzwiami.
 
Przy okazji cyklicznych wydarzeń typu Lato w Twierdzy czy obchodów majówki, można dziś wraz z przewodnikiem wejść do środka. Jest to nie lada gratka, zwłaszcza dla dzieci, które zaopatrzone w hełmy i latarki penetrują korytarz. Z ekscytacją maszerują w ciemność by zaspokoić swoją dziecięcą ciekawość. Ciekawość, jaką mieli w sobie dwaj chłopcy, którzy zginęli feralnego dnia, zimą 1984 roku. Ciekawość, którą mieliśmy my wszyscy, niejednokrotnie wchodząc w podobne miejsca, mimo iż nie powinniśmy. Z pewnością wiele osób w tamtych latach chodziło po gruzach, wspinało się na zrujnowaną wieżę kościoła św. Mikołaja czy wślizgiwało się do ruin teatru. Miały jedynie więcej szczęścia niż Marek i Piotr, dwaj koledzy, którzy spoczęli obok siebie na jednym z głogowskich cmentarzy.
 
Pamiętajmy o tej tragedii. Bądźmy świadomi zagrożeń i niebezpieczeństw, jakie czyhają na nas i nasze dzieci...
 
Źródła: Sztandar Młodych, Extra Express, GFH, glogow.pl, T. Maciesza, J. Krzemiński, M. Goździewicz, W. Najgebauer
 

usemap

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Polityka prywatności