Grodziec Mały
Koleje losu pobliskiej wsi
Po raz pierwszy wieś wymieniono w dokumencie z 1302 r. Przez stulecia jej nazwa ulegała wielu modyfikacjom (m.in. Grodis, Grewdys, Hradess, Klein Gräditz, czy Niederfeld). Z badań archeologicznych wynika, że wcześniej prawdopodobnie znajdował się w tej okolicy gród Dziadoszan. Obecny Grodziec leży ok. 2 km od północno-zachodniej granicy Głogowa, ale w średniowieczu lokowany był bliżej miasta i Odry. Podczas walk w 1813 r., Francuzi zniszczyli wieś niemal całkowicie. Odbudowano ją 2 lata później, lecz już 1,5 km dalej na północny zachód.
W połowie XIX w. powstała trasa kolejowa Głogów – Leszno, która biegła przez Grodziec. W 1913 r. powstało tu rozgałęzienie linii w kierunku Sławy. W 1900 r. we wsi wybudowano ewangelicką kaplicę. Niewielka świątynia ze strzelistą wieżą zegarową nosi wezwanie Zesłania Ducha Świętego. Wieża posiada dodatkowe, charakterystyczne wejście mieszczące się z boku. Wiodą do niego bardzo strome schody. W pobliżu kaplicy znajduje się wybudowana z kamienia grota z Najświętszą Panienką oraz dwie, przywiezione w latach 50. figury świętych: Jana Nepomucena oraz prawdopodobnie Jakuba.
3 czerwca 1945 r. w Grodźcu Małym zatrzymał się pociąg z ekspatriantami z Kresów. Był w nim bernardyn o. Władysław Włodyka. Wspominał on:
„Po 10 dniach podróży z różnymi przygodami dojechaliśmy do stacji kolejowej Grodziec Mały. Stacja była mocno zniszczona. Zastaliśmy koczujących przesiedleńców z poprzednio wyładowanych transportów, z Wołynia i Krasnego. Nasz transport z Brodów przybył jako trzeci. Znalazłem się koło sławnego z dawnych bojów Głogowa, który wtenczas leżał prawie całkowicie w gruzach, a wokół były druty kolczaste, rowy i miny. Wiele sztuk bydła wyleciało w powietrze, gdy wyszło skubać trawę. Ludzie z transportów zaglądali do zdewastowanych domów i lęk ich brał zajmować mieszkania, bo w wielu domach, piwnicach i obejściach gospodarskich leżały trupy. Udałem się z kilkoma mężczyznami do Głogowa, po deskach zarzuconych na zwalonym moście kolejowym na Odrze. Drugi most kołowy był również zwalony. Po przybyciu do miasta zobaczyłem zupełne zniszczenie, a po gruzach snuł się jeszcze dym po pożarze wojennym (…). Ludność zaglądała do zniszczonego Głogowa i znajdowała tam w piwnicach sól, kapustę kiszoną, mydło i różne przedmioty. Podczas jednej takiej wyprawy pewna kobieta z Wołynia wpadła do kanału piwnicznego i popłynęła nim, ginąc w Odrze. Ja zaś zacząłem szukać jakiegoś kościoła lub też lepiej zachowanej kaplicy, by zacząć swoją misyjną pracę. Wybrałem taki kościół w centrum miasta i zacząłem usuwać gruz z jednej z kaplic. W tym czasie przyjechały trzy furmanki z delegacją z Siedlnicy, której skład stanowili parafianie z Brodów, woj. tarnopolskie, z prośbą, abym do nich przyjechał i objął parafię w Siedlnicy. Tak więc zakończyła się moja ośmiodniowa kwarantanna przy torze kolejowym w Grodźcu Małym.”
Źródła: gminaglogow.pl, glogow.pl, polskaniezwykla.pl, polska-org.pl, Głogowski Wehikuł Czasu, W. Najgebauer






